Obecny czas: Pią Gru 13, 2019 3:11 am

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina




 Strona 28 z 29 [ 425 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1 ... 25, 26, 27, 28, 29  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu:
PostWysłany: Czw Sty 28, 2010 10:30 pm 
Zaawansowany użytkownik

Rejestracja: Pon Lis 10, 2008 4:35 pm
Posty: 155
Mariusz napisał(a):Zapomnieliście jeszcze dodać że Chrystus nie mógł się urodzić 24 grudnia bo wtedy nie było jeszcze kalendarza którego dziś używamy.

Wybacz, ale w swoim zacietrzewieniu nie uwzględniłeś jednego, że
data nie wynika z kalendarza, ale z czegoś, co jest niezmienne.
Przede wszystkim sekwencja narodzin jest czysto astrologiczna. Gwiazda na wschodzie to Syriusz, najjaśniejsza gwiazda na niebie, która 24 grudnia leży w jednej linii z trzema jasnymi gwiazdami z Pasa Oriona.

Te 3 gwiazdy nazywane są dziś, tak jak w starożytności: TRZEJ KRÓLOWIE. Trzej Królowie i najjaśniejsza gwiazda - Syriusz wskazują miejsce wschodu słońca 25 grudnia. Oto dlaczego Trzej Królowie podążają za gwiazdą na wschodzie aby odnaleźć miejsce wschodu - narodzin słońca. Dziewica Maria, jest konstelacją Panny, znaną także jako Dziewica Panna. "Virgo" (Panna) po łacinie znaczy "Dziewica". Starożytny symbol Panny to przerobione "M".

Oto dlaczego Maria, i inne matki dziewice jak matka Adonisa - Myrra, albo matka Buddy - Maya zaczynają się na "M".


Jest też inne ciekawe zjawisko zachodzące 25 grudnia, w dniu przesilenia zimowego. Od przesilenia letniego do zimowego, dni stają się krótsze i chłodniejsze. Z perspektywy północnej półkuli Słońce wędruje na południe, staje się mniejsze i wydaje się oddalać. Skracanie się dni, dojrzewanie zbóż, gdy zbliża się zimowe przesilenie symbolizował dla starożytnych proces śmierci.

To była śmierć Słońca. Do 22 grudnia proces umierania Słońca się dopełniał. Słońce poruszając się na południe przez 6 miesięcy, osiąga najniższy punkt na niebie. I tu ciekawostka - Słońce wstrzymuje swą wędrówkę na 3 dni. Przez te 3 dni pauzy Słońce przebywa w sąsiedztwie konstelacji Południowego Krzyża (Crux). Po tym czasie, 25 grudnia, Słońce podnosi się o 1 stopień, tym razem na północ, zapowiadając dłuższe dni, ciepło i wiosnę. I dlatego się mówi: Syn (Słońce) umarł na krzyżu, był martwy 3 dni po to by zmartwychwstać, czy narodzić się ponownie.

Oto dlaczego Jezus i inne Solarne bóstwa łączy koncepcja ukrzyżowania, i zmartwychwstania po 3 dniach. Jest to okres zmiany kierunku poruszania się Słońca do kierunku północnej półkuli co przynosi wiosnę i zbawienie. Ale nie czczono zmartwychwstania Słońca aż do wiosennej równonocy lub Wielkanocy. A to dlatego, że z wiosenną równonocą, Słońce przezwycięża ciemność, dzień staje się dłuższy niż noc, i zaczyna się wiosenny rozkwit. Chyba najbardziej oczywistym ze wszystkich astrologicznych symboli dotyczących Jezusa jest 12 apostołów.

Są zwyczajnie 12 znakami Zodiaku, z Jezusem - jako Słońcem, który porusza się między nimi. Liczba 12 powtarza się ciągle w Biblii. Ten tekst ma więcej wspólnego z astrologią niż z czymkolwiek innym. Wracając do krzyża Zodiakalanego, ukazującego życie Słońca, Nie jest to tylko artystyczna koncepcja, czy narzędzie śledzenia ścieżki Słońca. Był to także symbol Pogański. A więc nie jest symbol Chrześcijaństwa. Poza tym prawie wszystkie insygnia chrześcijańskie zostały wzięte z pogańskich kultur: ornat, tiarę, stułę i wiele innych.


Oczywiście możesz w to wierzyć lub nie, ale nie zmienisz prawdy o pochodzeniu świąt, które nie odzwierciedlają zdarzeń biblijnych.



   
 
 Temat postu:
PostWysłany: Pią Sty 29, 2010 12:57 pm 
Zaawansowany użytkownik
Awatar użytkownika

Rejestracja: Śro Lis 05, 2008 1:04 pm
Posty: 819
Miejscowość: Zawadzkie
Religia nie jest etyką

Autor tekstu: Adam Kalbarczyk


Każda z wielkich religii monoteistycznych uznaje, iż jej misja nie ogranicza się do teorii zbawienia, ale także do wychowania moralnego, które ma to zbawienie wierzącym zapewnić. Każda z nich uznaje zarazem, iż jej wskazania moralne obowiązują zarówno wierzących, jak i niewierzących, podzielających ich wiarę, jak też wyznających z ich punktu widzenia herezje. Do dziś obecny jest zarówno w części kultury europejskiej, w USA, a zwłaszcza w kulturze islamskiej, pogląd, iż wychowanie religijne jest niezbędnym warunkiem zapewnienia w społeczeństwie ładu moralnego i społecznego szacunku dla wartości etycznych. W rzeczywistości jednak religia nie zapewnia żadnego uniwersalnego porządku etycznego, a propagowane przez nią ideały w dużej mierze nie są nawet wartościami w sensie etycznym.

Prominenci religijni najważniejszych wyznań wpoili w ludzkość w przekonanie, że religia jest tożsama z etyką, co w najdoskonalszy sposób wyraził, sam mocno w to wierząc, autor Braci Karamazow, w słynnym stwierdzeniu, że jeśli Boga nie ma, to wszystko wolno. Zgodnie z tym przekonaniem wychowanie religijne jest wychowaniem etycznym, bo religia ma kształtować normy religijne, niemożliwe do określenia poza nią. Jest to przekonanie podobnie fałszywe jak to, że religia stanowi podstawę etycznego ładu w społeczeństwie.

Komentując udział polskiego Kościoła instytucjonalnego w pracach nad ustawą o in vitro abp Józef Michalik zadeklarował: „Kościół jest zainteresowany etyką, a nie polityką" („Gazeta Wyborcza" z 7.10. 2009 r.). To, co sprawia wrażenie pozornej oczywistości, jest w gruncie rzeczy świadomym fałszem. Kościół interesuje się bowiem przede wszystkim religią, a nie etyką i z całą pewnością prowadzi lobbing polityczny, w przypadku tej ustawy posuwając się zarazem do zupełnie nieetycznych środków (manipulacja pojęciami, znieważanie rodziców dzieci z probówki, szantaż i groźby wobec parlamentarzystów). Gdyby abp Michalik chciał powiedzieć całą prawdę, powinien stwierdzić, że Kościół jest zainteresowany, by wszelkimi dostępnymi metodami nadać tej ustawie kształt zgodny z katolicką normą religijną. Podobny sens miała ostatnia publikacja o in vitro przygotowana przez kilka pism katolickich, w tym przez zasłużony dla polskiej kultury „Tygodnik Powszechny", który być może w ten symboliczny sposób zamknął rozdział swojej historii, w której był on głosem rozważania wartości, a nie tylko tubą religijnej doktryny.

Kościół w Polsce chce nas dziś ze szczególną mocą przekonać nie tylko do tego, że religia jest równoznaczna z etyką, ale także, że religia katolicka jest jedyną etyką możliwą do przyjęcia. Wynika to zapewne z poczucia zagrożenia światem wartości etycznych bez religii, którego wzór tworzy dziś zachodnia Europa. „Jeśli chcemy ocaleć, musimy poddać się etyce Boga" — pisał Franciszek Kucharczak w „Gościu Niedzielnym" (nr 45 z 2009 r.). Zgodnie z tą myślą Bóg zapewnia etyczny fundament dla ludzkości. Tyle tylko, że „etyka Boga" to nie etyka, lecz religia i zapewnia ona co najwyżej religijny fundament świata. O którego Boga zarazem chodzi? Zdaje się, że zawsze Boga tego wyznania, do którego przynależy ten, kto się na niego powołuje. I wciąż teza ta nie rozwiewa wątpliwości: skąd wiadomo, że Bóg w ogóle istnieje oraz że myśli o etyce to samo, co pan X lub jego autorytety religijne?

Uznaliśmy za truizm twierdzenie, że religijność oznacza moralność i że jest jej warunkiem koniecznym. Że bez religii moralność jest niemożliwa. Tymczasem twierdzenia te są dużo mniej oczywiste niż się wydaje. Poziom ludzkiej moralności zasadniczo nie zależy bowiem od religijności. Zachowywanie religijnych norm, kultywowanie religii, nie musi wcale iść w parze z poziomem moralności ani jednostkowej, ani społecznej. I przeciwnie — brak religii, nie musi oznaczać etycznego ani społecznego zamętu, co pokazuje współczesna zachodnioeuropejska kultura. Gdyby poziom moralności rósł wprost proporcjonalnie do poziomu religijności, polskie społeczeństwo powinno być najbardziej moralne w Europie. Proste obserwacje nie potwierdzają tej tezy. Polacy z punktu widzenia praktykowania wymogów katolickiej świętości są na pewno w europejskiej czołówce. Liczba udzielanych Polakom sakramentów należy z pewnością do największych w Europie. Ale czy ktokolwiek uznałby z tego powodu, że jesteśmy najbardziej moralnym narodem Europy? Religijne państwa islamskie są dziś uważane w zachodnim świecie za największe źródło światowego zagrożenia. I to, im bardziej te państwa są religijne, tym bardziej zdają się być groźne dla wartości, które cenimy z etycznego punktu widzenia — ludzkiej wolności, godności, życia...

Zatem także w powszechnej, choć nieartykułowanej świadomości, nie utożsamiamy wcale religijności z moralnością. Zarazem jednak, gdyby ktoś zapytał, jakimi wskazaniami mamy się kierować, by dobrze (etycznie) postępować w życiu, większość ludzi odeśle nas do religii. Skąd ta zdumiewająca sprzeczność? Dzieje się tak, bo chociaż wiemy, że wykonywanie religijnej normy nie uczyni nas lepszymi w sensie moralnym, to zarazem nie mamy innego, tak powszechnie uznawanego źródła moralności, niż religia.

Za fundament euroatlantyckiej etyki uznawana jest Biblia. Akceptują to nawet ludzie ponadprzeciętnie wykształceni, dobrze znający okrucieństwo i antyhumanistyczną wymowę wielu jej fragmentów. Przyjmując za dobrą monetę twierdzenie o jej niedosłowności, nie zgłaszają żadnej etycznej wątpliwości wobec tekstu, w którym Bóg nakazuje wyrzynać całe miasta i krwawo mścić się na swoich wrogach. W którym za cnotę uznaje się wydawanie kobiet obcym, by „czynili z nimi, co zechcą", byleby nie naruszyć prawa gościnności. W którym bohaterstwem jest zabicie własnych dzieci… Powszechne oburzenie wywołuje zaś piosenkarka, która wyraża brak szacunku dla stanu umysłowego autorów świętej księgi. Przekonanie o tym, iż księgi te (Biblia czy Koran) są źródłem moralności, rozpowszechniło się do tego stopnia, że uznajemy, iż wszystko, co związane z religią, jest etyczne, a także, iż podważanie twierdzeń religijnych jest atakiem na publiczną moralność.

W istocie religia i etyka dość poważnie się różnią, choć mają wspólne pole zainteresowań — ludzkie działanie. Tyle tylko, że etyka polega na myślącym rozważaniu wartości; zajmuje się tym, co w tym działaniu dobre i złe. Religia zaś to przede wszystkim praktykowanie kultu i doktryna, która rozdziela święte od nieświętego w ludzkim życiu. Dla religii wszelkie wartości są podporządkowane świętości i o tyle są dla niej ważne, o ile świętości służą. Nie ethos jest dla religii bowiem ważny, lecz theos. Etyka, jako część filozofii, jest wyrazem wolności ludzkiego umysłu. Religia zaś to zbiór dogmatycznych twierdzeń, ustanawiających swą obiektywność i niepodważalność w tym, co uznawane za objawione.

W ten sposób łatwiej zrozumieć, choć nie znaczy to: zaakceptować, uczucia i poglądy katolickiego księdza, profesora uniwersytetu, uznającego się za eksperta od etyki, który nie ubolewa nad krzywdą zgwałconej 14-letniej dziewczynki, ale ubolewa nad nieświadomym niczego zarodkiem, efektem tego gwałtu, który został poddany aborcji (ks. Alfred Wierzbicki, Przegrana sumienia? „Gazeta Wyborcza" z 20.06. 2008 r.). Mamy tu istotnie do czynienia z przegraną sumienia etyka z sumieniem księdza. Ksiądz broni bowiem świętości, nie pozwalając etykowi rozważyć takich wartości etycznych, jak godność tej dziewczynki czy wartość oraz jakość jej życia. Etyka zawsze przegra z religią w takiej sytuacji, bo dla człowieka religii świętość stoi zawsze ponad innymi wartościami. Dlatego w konfrontacji: godność kobiety — świętość zarodka, ta pierwsza dla człowieka wyznającego wiarę w katolickie świętości musi zawsze przegrać.

Świętość, czyli sacrum (w pierwotnych religiach - tabu), jest tym, co dana religia uznaje za boskie, Bogu należne lub zgodne z boską normą. Świętego nie wolno naruszyć, nie wolno przekroczyć, nie wolno w nie człowiekowi ingerować. Jak bardzo arbitralnie rozumieją treść tej świętości różne religie, łatwo dostrzec, obserwując różnice między nimi. W islamie święty jest np. wizerunek Mahometa, w hinduizmie przejawem boskości jest krowa, w katolicyzmie- wiem, że zabrzmi to tak, jakbym należnych proporcji nie zachował, ale powiedzmy to muzułmaninowi albo hinduiście — m.in. święta jest zygota.

Źródłem świętości są święte księgi i interpretujący je głos religijnych autorytetów, w szczególności kapłanów. Na przykład grzeszność antykoncepcji - stosunkowo oryginalny pomysł wśród rozstrzygnięć różnych religii — jest wynikiem myśli Pawła VI, który określił katolicką normę moralną w tym względzie w encyklice Humanae vitae z r. 1968. Historia tworzenia tej normy jest pouczająca. Istniało duże prawdopodobieństwo, iż werdykt papieża będzie ostatecznie inny, ponieważ powołana przez niego komisja ekspertów nie wypowiedziała się w tej sprawie jednoznacznie. Przesłanką decyzji papieża nie był jednak sąd natury etycznej, ale czysto teologiczny, uznający akt ludzkiej prokreacji za święty. Paweł VI nie pytał o to, jakie dobro lub jakie zło wywołuje antykoncepcja. Pytał, co jest święte w ludzkiej seksualności. Religia rozważa bowiem świętość i konkluduje grzeszność — w tym przypadku świętość ludzkiego rozmnażania i grzeszność sztucznej ingerencji w ten akt.

Etyka jest refleksją humanistyczną, a nie teologiczną. W obu dziedzinach mamy wprawdzie do czynienia z wartością, normą i oceną ludzkiego działania, ale kategorie te są odnoszone do różnych porządków. Można, owszem, mówić o moralności religijnej — motywowanej religijnie moralności ludzi wierzących. Ale pojęcie „etyka religijna" to metafora. W tym, co się określa takim mianem, chodzi o system norm teologicznych, które tylko w części i tylko przypominają etyczne. Przedmiotem etyki są bowiem wartości, normy i oceny ludzkich czynów, dla których odniesieniem jest jedynie człowiek. Kiedy zaczynamy mówić o ludzkim postępowaniu w stosunku do Boga czy świętości, wchodzimy w obszar teologii, porzucamy zaś etykę. Etyka to dziedzina spraw ludzkich, a nie boskich. Jednostka ludzka w perspektywie religijnej może określać się w działaniu jedynie w relacji do Boga. Dlatego nawet stosunek do innego człowieka rozpatruje się w kategoriach religijnych jako relację wobec boskości. Krzywdząc drugiego, wedle wyobrażeń religijnych, nie krzywdzimy przede wszystkim jego. Krzywdzimy Boga. Nie obrażamy innego człowieka, lecz obrażamy Boga.

Na dziesięć przykazań Dekalogu przypada odwołanie do tylko pięciu wartości etycznych — życia, własności, małżeńskiej wierności, szacunku dla rodziców i prawdomówności. Pierwszym i najważniejszym z nich jest zaś przykazanie ściśle religijne, dotyczące zachowania monoteizmu. Wszystkie one mają zresztą przede wszystkim charakter religijny, a nie etyczny. Wyrażają stosunek do Boga i świętości, a nie do wartości etycznych. Mamy nie zabijać, bo życie jest święte, a nie dlatego, że życie jest wartością samą w sobie. Mamy nie kraść, bo własność jest święta. Mamy nie cudzołożyć, bo małżeństwo jest święte. Mamy szanować rodziców, bo macierzyństwo i ojcostwo są święte. Mamy mówić prawdę w sądzie, bo sąd jest święty.

Przykazań tych mamy zarazem przestrzegać nawet, jeśli wiążą się z jawną i świadomą dla ich wykonawców nieetycznością, czyli, mówiąc wprost, ze złem. Mamy szanować własność, choćby pochodziła z wątpliwych etycznie źródeł. Rozwód nie jest dozwolony, nawet jeśli mąż jest alkoholikiem i brutalnym tyranem. Rodziców należy czcić, nawet jeśli ojciec jest potworem, a matka stręczycielką. Dwie normy świętości wedle Dekalogu, które daje się utożsamić z normami czysto etycznymi, to zakaz zabijania oraz składania fałszywych zeznań. Ta pierwsza okazuje się jednak względna w religii właśnie ze względu na ograniczenie dotyczącej jej świętości. Kościół katolicki nie wyklucza kary śmierci, zabijania wroga w czasie wojny, a także wszelkiego agresora w obronie własnej, odmawiając w ten sposób świętości życiu zbrodniarza i tego, kogo uznaje za naszego wroga. Ostatecznie jedyną norma z Dekalogu, która ostaje się po oddzieleniu od pojęcia świętości, jest prawdomówność...

Przyzwyczailiśmy się utożsamiać świętość z tym, co dobre w sensie etycznym, a grzech z moralnym złem. Tymczasem, jak widać na przykładzie Dekalogu, religia i etyka w dużej mierze pozostają jednak rozłączne. Co oznacza, iż w większości to, co religijne, jest albo etycznie indyferentne albo wręcz nieetyczne, a to, co etyczne, nie jest religijne, a czasem z religijnego punktu widzenia bywa grzechem. Większość religijnych rytuałów nie da się kwalifikować ani jako dobre, ani jako złe w sensie etycznym. Istnieje jednak także wiele postaci zła etycznego, które są przez religie w pełni akceptowane. Z drugiej strony kategorie etyki zawodowej (np. rzetelność, staranność, odpowiedzialność za wykonywane dzieło) z punktu widzenia religii są nieistotne. A niektóre wartości etyczne są przez wiele religii uznawane za grzeszne — np. hedonistycznie rozumiane ludzkie szczęście.

Nietrudno wskazać przykłady "świętego zła" - antywartości etycznych, realizowanych przez religie ze względu na zachowanie lub zapewnienie świętości. Pierwszym z nich jest „święta wojna". To w imię krzewienia chrześcijańskiej świętości poświęcano przecież życie autochtonów w czasach rekonkwisty i konkwisty, doskonale przecież wiedząc, że zabijanie innych jest złem w sensie etycznym. W tym samym celu odbyły się także wszystkie wyprawy krzyżowe, których islamskim odzwierciedleniem jest dzisiejszy Dżihad. Spory o różne rozumienie sacrum przerodziły się w europejskie wojny religijne XVI i XVII w., żywe do dzisiaj np. w nienawiści pomiędzy katolikami i protestantami w północnej Irlandii. I nieprawdą jest, że ludzie kiedyś nie uważali wojny za złą. Zarówno dziś, jak w przeszłości, chrześcijaństwo i islam doskonale wiedziały i wiedzą, czym jest wojna, bo też na co dzień głoszą pokój. To w imię świętości („święte zabójstwo") ginęli także ludzie na stosach Inkwizycji, choć jej realizatorzy rozumieli etyczną wartość ludzkiego życia, sami byli bowiem żyjącymi ludźmi.

Dla celów religijnych uprawnione jest także „święte kłamstwo", czyli głoszenie, w imię określonej świętości, jawnej nieprawdy wbrew wiedzy tego, kto ją wypowiada. Nie szukając odległych historycznie przykładów: czym innym, jak nie kłamstwem w imię obrony „świętości życia", było twierdzenie ks. Gancarczyka, iż Alicja Tysiąc zamierzała popełnić zabójstwo? („mama, która bardzo chciała zabić swe dziecko", „Gość Niedzielny" z 7.10.2007 r.). Autor z pewnością odróżnia zbrodnię od legalnego zabiegu i nawet, jeśli w swym świętym misjonarskim zapale utożsamia aborcję z morderstwem, to użyte przez niego sformułowanie jest świadomą manipulacją. W polskiej dyskusji nad kwestiami etycznymi Kościół stale do takich manipulacji się posuwa, nie tylko nazywając legalne usuwanie ciąży zabójstwem, ale także m. in. twierdząc, że in vitro jest wyrafinowaną aborcją lub że eutanazja to sposób na fizyczne eliminowanie emerytów ze społeczeństwa. Czym innym także, jak nie kłamstwem w ustach wierzącego chrześcijanina, jest twierdzenie, że krzyże to wyraz uniwersalnej europejskiej kultury, a nie symbol jego wiary? „Święte kłamstwo" w obronie prenatalnych form ludzkiego życia i tak jest zresztą niczym przy „świętych zabójstwach" w tej samej sprawie dokonywanych — zamachach amerykańskich fundamentalistów chrześcijańskich na lekarzy wykonujących aborcję.

Nietrudno będzie mi także wymienić przykłady „świętej zniewagi". Wiedza o tym, iż obrażanie innych jest nieetyczne, jest powszechnie dostępna już dla dzieci. Znieważanie innych z pułapu wyższości swej jedynie słusznej racji jest na porządku dziennym każdej religii. Czy polscy biskupi nie upokarzają w trwającej o in vitro dyskusji rodziców dzieci z probówki? Czy ks. Gancarczyk zważał na godność sędziów Trybunału w Strasburgu, porównując ich z hitlerowskimi zbrodniarzami, gdy zrozumiał, że nie podzielają oni jego poglądów? I czy ktokolwiek z ludzi polskiego Kościoła uznał to za nieuzasadnione? Czy rozgłośnia ks. Rydzyka nie dawała wzoru poniżania tych, których uznaje się za wrogów „świętej wiary katolickiej Narodu Polskiego"? Nie mogę przy tej okazji choćby nie wspomnieć tylko o najbardziej wstydliwej dla chrześcijaństwa historii zniewagi, którą obdarzano przez wieki Żydów tylko ze względu na przekonanie o ich zbiorowej winie za śmierć chrześcijańskiego Boga (a więc „zbiorową grzeszność"). Z tego powodu Żydów wiekami chrześcijanie prześladowali w Europie, choć dla prześladujących nie było tajemnicą, iż zadawanie cierpienia innym jest nieetyczne. Przykład znieważającego dla Żydów fałszu w postaci powielających okrutne antysemickie stereotypy wisi w postaci obrazów Karola de Prevosta w sandomierskiej katedrze do dziś, nie jest to więc tylko sprawa odległej przeszłości.

Jan Paweł II (a za nim Benedykt XVI), który zakazywał Afrykanom użycia prezerwatywy w walce z epidemią AIDS, musiał mieć świadomość, że naraża w ten sposób życie wielu aktywnych seksualnie ludzi, którzy nie byli gotowi na abstynencję w tym względzie. A jeśli tak, świadomie narażał ich życie w obronie świętości aktu płciowego. Wybierał „świętą" rezygnację z ochrony życia i zdrowia ludzi w imię religijnych, arbitralnych twierdzeń, ogłoszonych przez swego poprzednika. Czy apelując do sarajewskich kobiet, by rodziły dzieci pochodzące z wojennego gwałtu, nie miał wątpliwości etycznych, które z taką zachętą muszą się wiązać? Zapewne miał, ale w tych przypadkach dokonywał świadomego wyboru na rzecz tego, co uważał za święte w konfrontacji z tym, co święte dla katolicyzmu nie jest (prawo kobiety do decydowania o swoim losie).

Podstawową negatywną kategorią opisu ludzkich czynów w religii jest grzech. Teologia definiuje go jako zerwanie więzi z Bogiem, niepodporządkowanie się boskiemu nakazowi. Grzech nie jest więc kategorią etyczną, ale teologiczną. W zakresie etyki seksualnej niczym złym nie jest np. seks przedmałżeński, związki homoseksualne czy wolne związki heteroseksualne. Z punktu widzenia normy religijnej (zarówno katolickiej, jak i islamskiej) są to grzechy najcięższe (zaraz po świętokradztwie i zabójstwie), obciążone sankcją piekielną.

Nie inaczej jest z cnotą w religijnym rozumieniu. Cnota ta wcale nie musi być etycznym dobrem. Owszem, miłosierdzie, rozpowszechnione przez chrześcijaństwo, rozpatrywane w kategoriach etycznych, wyraża istotne wartości — współczucie i pomoc potrzebującym, humanistyczne dostrzeżenie człowieka w każdym, nawet najbardziej pokrzywdzonym przez los. Ale nic etycznego nie ma już np. w dziewictwie, seksualnej abstynencji i celibacie — najdoskonalszych postaciach życia seksualnego dla wielu religii, włączywszy w to katolicyzm. Promocja tej wartości w różnych religiach ujawnia zarazem powszechną, choć skrywaną, niechęć religii do wartości życia. Gdyby bowiem wszyscy zachowali dziewictwo, życie nie przetrwałoby ani pokolenie dłużej niż jego konsekwentni realizatorzy. Notabene, w chrześcijaństwie kult dziewictwa powstał w wyniku powszechnie znanego biblistom błędu w tłumaczeniu Starego Testamentu z hebrajskiego na grecki. Zapowiadana przez Izajasza matka zbawiciela miała być „młodą dziewczyną", a nie dziewicą, którą uczyniono matkę Jezusa ze względu na to proroctwo.

Religia nie jest etyką wreszcie także dlatego, że religia i etyka inaczej określają cele ludzkiego działania. Dla religii celem tym jest osiągnięcie zbawienia. Celem etyki jest zaś osiągnięcie jak najwyższej moralnej jakości ludzkiego działania. W związku z tym różne systemy etyczne tworzą różne odpowiedzi na pytanie o dobro i zło, o życie godziwe, o szczęście. Tak, jak różne religie udzielają różnych odpowiedzi na pytanie o to, co jest święte po to, by osiągnąć zbawienie. Człowiek etyczny będzie starał się w życiu o realizację etycznych wartości, człowiek religijny — świętości.

Czym innym zatem w istocie są religia i etyka. Czym innym się zajmują, w innych obszarach działają, inne mają priorytety i inne obszary zainteresowań, choć czasem te obszary się na siebie nakładają. Innych porządków dotyczą, inne cele stawiają, a swych rozstrzygnięciach bardzo często się rozchodzą, sprawiając, że to, co dla religii wartościowe, nie jest takim dla etyki i na odwrót. Warto zatem zdać sobie z tego sprawę, zwłaszcza w kraju, w którym sędzia Trybunału Konstytucyjnego, rozstrzygając sprawę wliczania do średniej ocen państwowego świadectwa ocenę z prywatnego wyznania, stwierdza, iż religia służy przecież wychowaniu młodzieży i w związku z tym jest elementem publicznej edukacji, a więc nie ma nic dziwnego w tym, iż państwo tę edukację wspiera.

----------------------

Adam Kalbarczyk
Ur. 1967, absolwent filozofii i polonistyki UMCS w Lublinie, doktor nauk humanistycznych, adiunkt w Instytucie Filologii Polskiej UMCS w Lublinie, dyrektor Prywatnego Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. I. J. Paderewskiego w Lublinie. Zajmuje się literaturą (ma na swym koncie dwa tomy literackie i trochę publikacji prasowych), krytyką literacką, publicystyką (zwłaszcza o tematyce edukacyjnej).



_________________
Gdzieś między hutą, a kajakiem..
   
 
 Temat postu:
PostWysłany: Pią Sty 29, 2010 8:41 pm 
Zaawansowany użytkownik

Rejestracja: Pon Lis 10, 2008 4:35 pm
Posty: 155
Grzegorzu, takie rozważania filozofa, humanisty nie są zrozumiałe dla ludzi religijnych.
Wiara w boga uniemożliwia człowiekowi poznanie rzeczywistości w pełnym wymiarze, bowiem każdego wyznawcę, niezależnie z jaką związany jest religią cechuje automatyzm myślenia i reagowania. Poprzez narzucone normy moralne, przykazania, doktryny został zaprogramowany jak komputer. Wszelkie treści niezgodne z zakodowanym programem natychmiast zostają odrzucane, choćby ich rzeczywistość potwierdzona została faktami. Wierzący skupiając się na wycinku zafałszowanego obrazu świata, odrzucają całość.

W średniowieczu autorytety naukowe i kościelne uznały Ziemię za centrum Wszechświata, kobietę za dzieło szatana, a człowieka za jedyną inteligentną żyjącą we Wszechświecie istotę – stworzoną przez boga. Autorytety kościelne czuwały, by nic nie zagroziło sztuczności podanych do wiary dogmatów. Fałszywa teza o płaskiej Ziemi w centrum Wszechświata miała utrzymać „płaskie” myślenie Ziemian w obrębie tylko jednej planety, wzbudzić egocentryzm, zaszczepić w jednostkach ludzkich wyobrażenia. Autorytety tworzyły tysiące “dowodów” na poparcie swoich fałszywych dogmatów. Pozór legł u podstaw rozwoju matematyki, astronomii, filozofii, a nawet literatury. Wszystko było ze sobą powiązane i wspierało fałszywe tezy. Na straży nauk stało „pismo święte” i strażnicy wiary. Kiedy do człowieka docierały myśli inne niż dogmaty, nasuwały się wnioski wyciągane z faktów – określano je jako herezje pochodzące od diabła. Dzięki kolejnym systemom wiar prawdę o istnieniu świata i człowieka zastąpiono fikcją. Człowiek myślący był zawsze zagrożeniem dla wszelkich ideologii, systemów wiar. Kościół katolicki, jak i inne kościoły od początku swego istnienia zastrzegł dla siebie przestrzenie pozamaterialne – „nieba”. Świat energii stał się obszarem boskim. Dlatego przez wieki ludzie myślący i sprzeciwiający się obowiązującym dogmatom byli niszczeni. Człowieka, który nie wierzy w dogmaty, nie ulega doktrynom, myśli samodzielnie – nie można podporządkować ani wtłoczyć w ramy sztucznych programów. Toteż metody tępienia wszelkich przejawów samodzielnej myśli tych ludzi były bezkompromisowe. Hasło „bóg” służyło do wzniecania konfliktów, szerzenia nienawiści, składania krwawych ofiar, wojen religijnych, inkwizycji i niszczenia ludzi myślących. Przeciwstawiający się „boskiej koncepcji” nazywani przez urzędników boga wysłannikami szatana, pojawiali się w różnych momentach dziejowych, najczęściej wówczas, gdy myśl ludzka i wnioskowanie zamierały. Byli za to torturowani, ośmieszani, kompromitowani, paleni na stosach, mordowani – czyniono wszystko, by tylko nie rozpowszechnił się odmienny od boskiego kanonu sposób myślenia.


Źródło: http://www.przebudzenie.pl/index.php/religia-i-nauka/

...Religia trwa nie z powodu cynicznej manipulacji księży ani z pewnością nie z powodu prawdziwości doktryny, ponieważ różne sprzeczne ze sobą religie trwają równie dobrze. Doktryny religijne trwają ponieważ wpaja się je dzieciom w wieku, gdy są podatne na sugestie; gdy dzieci dorosną wpajają je z kolei własnym dzieciom. Inaczej mówiąc, zdaniem Dawkinsa, wiara utrzymuje się z powodów epidemiologicznych..." Powyższy fragment zaczerpnięto z książki Granice złożoności P. Coveneya i R. Highfielda.


   
 
 Temat postu:
PostWysłany: Śro Kwi 07, 2010 11:07 am 
Zaawansowany użytkownik

Rejestracja: Śro Maj 30, 2007 8:11 am
Posty: 511
Zapomniany raport: 100 razy więcej pedofilów wśród nauczycieli niż wśród księży
Aktualizacja: 2010-04-5 3:17 pm

Choć dzięki niektórym mediom może się dziś wydawać, że w Kościele roi się od pedofilów, raport przygotowany dla amerykańskiego Departamentu Edukacji pokazuje prawdziwe proporcje nadużyć. Ofiar księży jest sto razy mniej niż ofiar nauczycieli.

Według Charol Shakeshaft, odpowiedzialnej za mało dziś znany raport z 2004 roku, „fizyczne nadużycie seksualne wobec uczniów w szkołach jest sto razy większe niż nadużycia księży”. Niechlubny raport, przygotowany dla amerykańskiego Departamentu Edukacji, przypomina portal LifeSiteNews. Niedawno na te dane powołał się także George Weigel krytykując ataki na papieża Benedykta XVI w „New York Times’ie”.

Weigel zwrócił uwagę, że media – choć stosują retorykę „obrońców dzieci” – w rzeczywistości skupiają się jedynie na zaszkodzeniu Kościołowi. Nadużycia seksualne księży miały miejsce głównie w latach 60. i 80., a przedstawia się Kościół jako „epicentrum wykorzystywania seksualnego młodych”. Tymczasem – przypomina pisarz – w 2009 roku zanotowano w USA jedynie sześć przypadków oskarżeń księży o nadużycia wobec dzieci, co świadczy, że Kościół znacznie lepiej poradził sobie z pedofilią niż inne instytucje.

Akty pedofilii wśród nauczycieli zawsze traktowane są jako indywidualne przypadki i nikt nie domaga się zreformowania całego systemu edukacji, podczas gdy sprawy dotyczące księży bulwersują opinię publiczną nawet po 20 latach i zawsze służą do zniszczenia wiarygodności Kościoła. Raport Shakeshaft, opublikowany dwa lata po ujawnieniu skandali pedofilskich w Kościele w USA, został zupełnie przemilczany. Po jego publikacji prezydent Amerykańskiej Ligii Katolickiej William Donohue pytał retorycznie „gdzie są media?”. – Czy nie jest dla nich newsem, że ilość uczniów, którzy padli ofiarą pedofilii w amerykańskich szkołach publicznych jest sto razy większa niż ofiar księży?

AJ/LifeSiteNews.com



_________________
"Programy rządowe, raz rozpoczęte, nigdy nie znikają"
Ronald Reagan
"Socyalizm każdemu równo nosa utrze:
Bogatych zdusi jutro - a biednych pojutrze."
Aleksander hr. Fredro
   
 
 Temat postu:
PostWysłany: Sob Kwi 10, 2010 9:55 pm 
Zaawansowany użytkownik

Rejestracja: Pon Lis 10, 2008 4:35 pm
Posty: 155
Sinead O'Connor: katoliczka na wojnie z Kościołem

Prawie dwadzieścia lat temu młodziutka irlandzka wokalistka wywołała skandal, niszcząc w czasie programu telewizyjnego zdjęcie Jana Pawła II

Nazwała wówczas papieża wrogiem i wezwała do walki z molestowaniem nieletnich przez księży. Dziś jej wyczyn z 1992 roku wydaje się niemal proroczy.

Sinead O'Connor nadal śpiewa i wciąż mówi o wykorzystywaniu dzieci. A Kościół katolicki stanął przed lawiną skarg dotyczących seksualnych i fizycznych napaści na dzieci dokonywanych przez duchownych w Irlandii i w całej Europie. Kilkadziesiąt lat temu takie przypadki maltretowania były niemal na porządku dziennym w ojczyźnie Sinead. W 1987 roku sprawa stała się na tyle poważna, że irlandzki Kościół wykupił polisę ubezpieczeniową, chroniącą przed ewentualnymi pozwami o molestowanie seksualne.

W ubiegłym tygodniu papież Benedykt XVI wystosował list pasterski, w którym przeprasza wiernych w Irlandii za dawne grzechy kościoła. Papież nie zgadza się jednak z tym, że Watykan celowo – jak twierdzą krytycy – tworzył atmosferę tajemnicy wokół problemu molestowania nieletnich. Benedykt XVI nie zapowiedział też żadnych działań dyscyplinarnych wobec hierarchów, którzy według opinii publicznej tuszowali przestępstwa księży, chociaż w ubiegłą środę przyjął dymisję Johna Magee’a. Irlandzkiemu biskupowi zarzuca się, że nie zgłosił na policję przypadków pedofilii wśród księży.

43-letnia O'Connor, matka czwórki dzieci, udzieliła wywiadu dziennikowi "Los Angeles Times" na temat ostatniego skandalu w Kościele katolickim.

Los Angeles Times: Czy twoim zdaniem słowa Benedykta XVI są wystarczające?

Sinead O'Connor: Mamy tu do czynienia ze sztuką kłamstwa. Papież zaczyna swój list od stwierdzenia, że pisze kierowany głęboką troską o naród irlandzki. Skoro jest tak bardzo przejęty, dlaczego czekał z tym listem 23 lata? Dlaczego ani on, ani jego poprzednik nie wsiedli do samolotu i nie polecieli do któregokolwiek z tych krajów, by spotkać się z ofiarami, przeprosić?

Swoim listem papież odwraca się plecami do irlandzkich hierarchów, dając nam do zrozumienia, że w pewien sposób działali oni niezależnie od Watykanu. Tymczasem istnieją dokumenty świadczące o tym, że jest to kłamstwo.

Gdybyś jako szef firmy dowiedział się, że twoi pracownicy wykorzystywali seksualnie dzieci, natychmiast byś ich zwolnił. Ponadto odwiedziłbyś pokrzywdzonych, przeprosił ich z całego serca i zaproponował im wszelką możliwą pomoc. Tak się nie stało.
Ciąg dalszy...


W 2001 roku kardynał Joseph Ratzinger napisał instrukcję, zgodnie z którą przypadki molestowania miały być objęte tajemnicą. Ale czy ta dyrektywa nie mówi również o współpracy z władzami cywilnymi?

Sinead O'Connor: W tym dokumencie Ratzinger stwierdza, że wszelkie sprawy związane z molestowaniem mają być kierowane do niego, do Watykanu. Tam zapadnie decyzja, czy będą one rozpatrywane w Rzymie, czy lokalnie przez biskupów. Miał się nimi zajmować wyłącznie Kościół. Były objęte tajemnicą papieską, co oznacza, że gdybyś ją złamał, nałożono by na ciebie ekskomunikę.

Faktem jest, że po raz pierwszy w dokumencie watykańskim pojawiła się jakakolwiek wzmianka o tym, że duchowni powinni współpracować z organami cywilnymi. Nie podoba mi się jednak to, że nastąpiło to dopiero w 2001 roku. Już w 1987 mieli świadomość istnienia tego problemu. Wiedzieli na tyle dużo, że wykupili ubezpieczenie.

Los Angeles Times: Co zatem powinien zrobić papież?

Sinead O'Connor: Powinno zostać przeprowadzone pełne dochodzenie kryminalne obejmujące hierarchię katolicką we wszystkich krajach, w których doszło do molestowania. Takim śledztwem powinien również zostać objęty Watykan.

Pełne dochodzenie kryminalne powinno również dotyczyć papieża. Powinien on ustąpić, ponieważ nie działał zgodnie z chrześcijańskimi zasadami w obronie dzieci, jak również ze względu na fakt, że jego organizacja przez wiele dziesięcioleci chroniła swoje interesy, zamiast dbać o dobro najmłodszych.

Watykan powinien paść na kolana i wyznać całą prawdę tym samym językiem, którego my zgodnie z jego wolą używamy podczas mszy.

Taka spowiedź jest jedyną nadzieją na przetrwanie kościoła w XXI wieku. To jest chybotliwy most, ale zawsze most. Osobiście gotowa jestem pomóc im przez niego przejść. Jeśli tego nie zrobią, nie przetrwają. Mam nadzieję, że im się uda, ponieważ katolicyzm ma wiele naprawdę pięknych stron.

Los Angeles Times: A co z ofiarami?

Sinead O'Connor: Papież twierdzi, że chce dać ofiarom uzdrowienie. Tyle że odmawia im tego, co w rzeczywistości mogło by podziałać na nie uzdrawiająco, czyli pełnego wyznania grzechów przez Watykan.

Mówimy tu o bardzo rozbitych ludziach. Ich życie jest trudne. Nie potrafią utrzymać pracy, związków. Watykan powinien dać im część swoich miliardów, żeby byli w stanie normalnie funkcjonować.

Los Angeles Times: Czy irlandzcy biskupi powinni podać się do dymisji, jak zaproponowało kilku z nich?

Sinead O'Connor: Dymisja będzie dla nich wybawieniem z opresji. Powinni być sądzeni jak kryminaliści. Gdyby któreś z nas ukrywało tego typu przestępstwa, natychmiast trafiłoby za kratki. I słusznie. Mamy tu do czynienia z podwójnymi standardami.

Los Angeles Times: Co w tej sytuacji powinni zrobić Irlandczycy?

Sinead O'Connor: To są dobrzy, poczciwi katolicy, którzy mimo tej całej sytuacji nadal chodzą na mszę. Oni mają w swoich rękach moc, by zmusić Watykan do tego, by padł na kolana i wyznał winy. Mogą to zrobić, odmawiając chodzenia na mszę, bojkotując Kościół dotąd, aż się przyzna.

Obecnie tkwimy w bardzo dysfunkcyjnym związku z organizacją, która nas w rzeczywistości wykorzystuje. I nie dostrzegamy tego, jak jesteśmy traktowani. Mamy mentalność posiniaczonej żony, która uważa, że to wszystko jej wina.

Los Angeles Times: A mimo to wciąż uważasz się za katoliczkę?

Sinead O'Connor: Jestem katoliczką i kocham Boga. Dlatego sprzeciwiam się temu, co ci ludzie wyczyniają z wiarą, w której się wychowałam.

Zawsze żarliwie kochałam to, co nazywam Duchem Świętym. Moim zdaniem stał się on zakładnikiem Kościoła katolickiego. Myślę, że Bóg musi się uwolnić od tych ludzi. Oni nie reprezentują wartości i postaw chrześcijańskich. Gdyby byli prawdziwymi chrześcijanami, już dawno by się przyznali. Tymczasem my cały czas próbujemy wycisnąć łzy z kamienia.


   
 
 Temat postu:
PostWysłany: Nie Lip 04, 2010 2:51 pm 
Zaawansowany użytkownik
Awatar użytkownika

Rejestracja: Śro Lis 05, 2008 1:04 pm
Posty: 819
Miejscowość: Zawadzkie
Bluźnierstwo na niedzielę: Tacy samotni

Autor tekstu: PZ Myers
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Naukowcy i ateiści robią coś, co budzi odrazę wielu wierzących: rozwalamy ich postrzeganie własnego stosunku do wszechświata. I, co dość zrozumiałe, nie lubią tego.

Większość religijnych ludzi na Zachodzie ma bardzo konkretny model działania świata, który opiera się na historii naszej kultury jako potomków pasterzy-nomadów i nadal silnie w nas rozbrzmiewa — stosunek ojciec-dziecko, patriarchat. Mamy mądrego przywódcę, który nas prowadzi, karze nas, kiedy pobłądzimy, jest szczodry dla tych, którzy zdobyli jego przychylność i jednoczy całe plemię we wspólnej sprawie. Ci pasterze epoki brązu tak właśnie żyli i miało to sens. Była to strategia przetrwania, która dobrze działała i która ukształtowała sposób widzenia świata nawet do dzisiaj. Zapytaj dowolnego chrześcijanina w niedzielny poranek o owczarnię, owce i pasterza, a będą natychmiast rozumieli metaforę, nawet jeśli jest wysoce prawdopodobne, że żaden z nich nie miał nigdy kontaktu z innymi zwierzętami niż psy i koty.

Jest to także potężna idea, ponieważ zakłada zestaw bardzo osobistych związków. Ojciec jest odległy z powodu ciążącej na nim wielkiej odpowiedzialności, ale równocześnie wszyscy chcemy tego klepnięcia po ramieniu, zachęcającego słowa, okazji do wyświadczenia mu usługi i zdobycia wyróżnienia w oczach Ojca cnotą naszej sumienności. Jest to stosunek rodzinny, bliski, długotrwały, w którym jesteśmy pełni szacunku i poddania, a przywódca plemienia polega na naszych usługach.

Ta wizja została jednak rozciągnięta poza rodzinę i plemię na cały wszechświat. W Niebie jest wielki Patriarcha, który jest naszym przywódcą i przewodnikiem, odpowiedzialnym za podejmowanie wielkich decyzji strategicznych o tym, dokąd pójdzie nasze plemię, który także uważnie obserwuje nas zapewniając, że jedność plemienia nie zostanie naruszona przez niesforne pomysły nonkonformistów. Wszyscy podzielamy jego główną troskę, by nasz lud rozkwitał, a jeśli jest czasami surowy, to dlatego, że tak bardzo dba o to, by się nam powiodło. I, oczywiście, zna każdego z nas osobiście, tak samo jak przywódca plemienia lub klanu w naszych czasach pasterskich znał wszystkich, i może dać nam aprobujące klepnięcie lub potępiającą, gniewną karę, zależnie od tego, czy pomagamy, czy przeszkadzamy w przepędzeniu stad na letnie pastwisko.

Czytaj Biblię. Jest przepełniona mentalnością tego prymitywnego pasterza: Bóg Ojciec, owce i kozy, zagubione jagnięta i Jagnię Boże, stada i owczarnie. Jest to fascynujące dla antropologa i niekoniecznie jest to zła metafora (chyba, oczywiście, że jesteś kobietą — patriarchat jest także głęboko mizoginiczny). Jednym z jego najbardziej pociągających aspektów jest to, że stosunki we wszechświecie są tak bliskie i osobiste, oparte na bardzo prostym rodzaju pokrewieństwa między ojcem a dzieckiem. Jest to jedno metaforyczne pokolenie, (bóg nie jest ani dziadkiem, ani pradziadkiem) relacje są bezpośrednie i natychmiastowe i zabarwia to całe nasze spojrzenie na nasze miejsce na świecie: dominujący i poddany, przywódca i wyznawca, mądrość i naiwność, pan i sługa, rozkaz i posłuszeństwo. Zaplątuje to także nasze stosunki ze światem w ojcowskie cnoty miłości, troski i dyscypliny, a często w mniej ciekawe aspekty skomplikowanych stosunków, jakie wielu ludzi ma ze swoimi ojcami, bo, przyznajmy, wielu mężczyzn to dranie. Co także pasuje do portretu wszechmocnego boga odmalowanego przez Biblię.

Doskonale to rozumiem. Kochałem i szanowałem mojego ojca i każda próba kogoś z zewnątrz oszkalowania, skomplikowania lub umniejszenia tego związku wywołałaby pełną urazy reakcję z mojej strony. Chrześcijanom, muzułmanom i Żydom od małego mówi się, że Bóg jest ich ojcem, z wszystkimi towarzyszącymi temu stwierdzeniu skojarzeniami, a co robią ateiści? Mówią im, że nie, nie jest — i nie tylko to — w ogóle nie masz niebieskiego ojca, ten wyimaginowany facet, którego czcisz, jest właściwie nienawistnym potworem i przykładem złego, tyranicznego ojca, a ty nawet nie jesteś jego specjalnym dzieckiem — jesteś miernym produktem marnotrawnego i całkowicie bezosobowego procesu.

Powoduje to, że cała sprawę uświadamiania prawdy o Świętym Mikołaju wydaje się małym piwem. Rzeczywistość jest okrutna, człowieku.

Ale jest rzeczywistością. Zrobiliśmy test na ojcostwo, prześledziliśmy genealogię, robimy wszelkiego rodzaju dogłębne testy gatunku ludzkiego. Jesteśmy małpami człekokształtnymi i potomkami małp człekokształtnych, które były potomkami przypominających szczury naczelnych, które były dziećmi gadów, które były skrzekiem płazów, które były ziemskimi następcami ryb, które pochodziły od robaków, które zestawiły się z jednokomórkowych organizmów, które były produktem chemii. Twój tatuś był warstwą chemicznego śluzu na skale hadeiku i nie dbał o ciebie — był tylko posłuszny prawom termodynamiki.

Nie jesteś sobą z powodu jakiegoś wielkiego planu, a z powodu przypadku, uwarunkowań historycznych i doboru. Twój genom jest bałaganem pozostałości z maleńkim ułamkiem znakomicie udoskonalonej funkcjonalności, a twoje ciało jest klecone z ramy czworonoga — wszędzie masz blizny przypadku i na ogół jesteś ich nieświadomy z powodu doboru, tj. śmierci milionów, które służyły za łaty… ale one tam są dla oka skłonnego patrzeć. Nie jesteś nawet najlepszy w bardzo wielu dziedzinach: jesteś słabszy, powolniejszy, wątlejszy, bardziej niezdarny niż inne gatunki, z którymi współzawodniczymy, a chociaż masz większy mózg, większość, przynajmniej Amerykanów, uważa za cnotę utrzymywanie go w ignorancji i nieużywanie go — powszechnie mamy kłopoty z myśleniem na długą metę, podczas gdy jesteśmy świetni w wykorzystywaniu środowiska na krótką metę, co prowadzi do interesujących i często śmiertelnych skutków.

Zdecydowanie nie jesteśmy produktem dobrego gospodarowania. Nasz kosmiczny ojciec nie istnieje i nie istniał, co jest dobre, ponieważ gdyby istniał, okazałby się leniwym, destrukcyjnym nierobem, którego byśmy musieli się wstydzić.

To jest nasza nowa herezja. Zabiliśmy naszego ojca niebieskiego, zniszczyliśmy tę przytulną (ale wyimaginowaną!) relację z wielką i troskliwą istotą. Jesteśmy sami, osieroceni w obojętnym wszechświecie. My, ateiści, musimy być zimnymi i złamanymi ludźmi, bez nadziei i bez miłości.

Czym w sposób oczywisty nie jesteśmy i sądzę, że ta zmiana naszej wizji stosunku do wszechświata jest wielką, dobrą nadzieją ludzkości. Prymitywne religie monoteistyczne zakuły nas w ograniczoną metaforę i model ojca oraz dziecka, i wzniosły całą niewidzialną, niebiańską tubę, żeby pomóc nam zachować tę wygodną iluzję — ale to jest jak poleganie na Wielkim i Potężnym Ozie, żeby pomógł nam z naszymi problemami, kiedy Oz jest tylko oszustwem na pokaz. Musimy uciec od tej zawężonej perspektywy.

Rzeczywistość nie tylko niszczy model patriarchalny, ale daje nam nowe i lepsze sposoby wyobrażenia sobie naszego stosunku z wszechświatem. Model ojciec-dziecko jest nieodpowiedni; musimy myśleć w kategoriach interakcji populacji i gatunków, bycia częścią środowiska. W życiu jest coś więcej niż więź ojca z dzieckiem. Jestem rezultatem tryliona połączonych możliwości, z olbrzymią populacją braci i sióstr, żyjących naszym krótkim życiem na tle gazów i kamieni, wody i światła, traw i ryb, i moja odpowiedzialność jest znacznie większa niż posłuszeństwo wymyślonemu Ojcu. Przełamanie iluzji osobistego związku z jednym wspaniałym, starym lordem, może na krótko pozostawić nas z uczuciem, że jesteśmy porzuceni, samotni i zgubieni, i rozumiem, że niektórzy ludzie traktują zerwanie tej wyimaginowanej więzi jako straszliwą perspektywę.

Ale oto cudowne objawienie. Jeśli jesteś dobrze przystosowanym człowiekiem, kiedy już odrzucisz niezdrowe i fikcyjne stosunki z widziadłem, możesz rozejrzeć się i zauważysz innych ludzi, którzy także są sami i zrozumiesz, że wszyscy jesteśmy sami razem. A to znaczy, że wcale nie jesteś sam — jesteś wśród przyjaciół. To jest następny krok postępu ludzkości — odejście od koncepcji podwładnych słuchających Gazdy, który wyznacza szlak pędzenia stada owiec, i przejścia do działania jako współpracująca społeczność, bez żadnych bogów i bez żadnych panów, tylko jako autonomiczne jednostki z wolnością myślenia i działania.

Pharyngula, 27 czerwca 2010

------------------------------------------------

PZ Myers
Ur 1957. Amerykański profesor biologii na uniwersytecie w Minnesocie, prowadzi również popularyzujący naukę blog Pharyngula.


   
 
 Temat postu:
PostWysłany: Sob Lip 24, 2010 11:53 am 
Zaawansowany użytkownik

Rejestracja: Pon Lis 10, 2008 4:35 pm
Posty: 155
Ciekawe, ale niezrozumiałe dla osób uzależnionych od wiary. Ich świat jest ograniczony do schematów, po za które nie są w stanie wyjść, gdyż pozbawieni zostali samodzielnego myślenia.


   
 
 Temat postu:
PostWysłany: Nie Lip 25, 2010 2:38 pm 
Zaawansowany użytkownik

Rejestracja: Nie Lip 08, 2007 8:01 pm
Posty: 123
Człowiek myślący był zawsze zagrożeniem dla wszelkich ideologii, systemów wiar.

Jestem wierzaca, ale kiedy widze co wyrabiaja niektórzy księża, biskupi i wyzej, oraz co w przeszłości wyczyniał kościól,to wydaje się słusznym powiedzenie, że droga do piekła wyłożona będzie głowami niewiernych księzy.


   
 
 Temat postu:
PostWysłany: Nie Paź 17, 2010 8:50 pm 
Zaawansowany użytkownik

Rejestracja: Pon Lis 10, 2008 4:35 pm
Posty: 155

To jak to jest w końcu? Miał być królem Polski, a będzie atrakcją turystyczną?
A gdzie Słowo Boże przestrzegające przed bałwochwalstwem? Polacy-katolicy mają to w (cenzura)?


   
 
 Temat postu:
PostWysłany: Nie Paź 17, 2010 11:41 pm 
Zaawansowany użytkownik

Rejestracja: Śro Maj 30, 2007 8:11 am
Posty: 511
Nie może zostać królem polski, przecież w świetle prawa, człowiek skazany prawomocnym wyrokiem nie może sprawować funkcji publicznych



_________________
"Programy rządowe, raz rozpoczęte, nigdy nie znikają"
Ronald Reagan
"Socyalizm każdemu równo nosa utrze:
Bogatych zdusi jutro - a biednych pojutrze."
Aleksander hr. Fredro
   
 
 Temat postu:
PostWysłany: Pon Paź 18, 2010 2:09 pm 
Użytkownik

Rejestracja: Śro Sty 13, 2010 1:22 pm
Posty: 37
http://www.youtube.com/watch?v=kiTseJqN ... re=related


   
 
 Temat postu:
PostWysłany: Pon Paź 18, 2010 2:17 pm 
Użytkownik

Rejestracja: Śro Sty 13, 2010 1:22 pm
Posty: 37
http://www.youtube.com/watch?v=mAjA_mxwSKc Warto sie zapoznać z tą bardzo ciekawą teorią :twisted:


   
 
 Temat postu:
PostWysłany: Nie Sty 16, 2011 9:35 pm 
Zaawansowany użytkownik
Awatar użytkownika

Rejestracja: Śro Lis 05, 2008 1:04 pm
Posty: 819
Miejscowość: Zawadzkie
Państwo Polskie zatrudnia w Wojsku Polskim kapelanów żeby nasi żołnierze celniej strzelali .

Państwo Polskie zatrudnia w Służbie Granicznej kapelanów żeby nasi pogranicznicy lepiej łapali przemytników wódki ,przemytników papierosów i nielegalnych emigrantów .

Biuro Ochrony Rządu zatrudnia (tylko) trzech kapelanów ,którzy najwyraźniej modlą się za bezpieczeństwo naszego Rządu .

Ministerstwo Zdrowia zatrudnia kilka tysięcy kapelanów ,którzy najwyraźniej modlą się za stan naszej służby zdrowia .

Mamy kapelanów w Harcerstwie (nie wiem po co) .

Mamy kapelanów w PKP ,żeby nasze pociągi jeździły na czas .

Mamy kapelanów w klubach sportowych .Mamy też kapelana w Polskim Komitecie Olimpijskim .

Ś.P. Prezydent Kaczyński miał nawet osobistego kapelana .

Koszt samych pensji tych niezwykle dobrze wykształconych „fachowców” to zaledwie 17 000 000 złotych rocznie .Co daje nam kwotę zaledwie 46 000 złotych dziennie wydawanych na ich niezwykłe usługi .

Cóż to jest dla naszego niesamowicie bogatego kraju ...

Sam tylko budżet ordynariatów polowych w 2010 roku to jedynie 24 500 000 złotych .Są to trzy ordynariaty polowe .Prawosławny ,katolicki i protestancki .24 500 000 złotych podzielone przez 365 dni w roku daje nam kwotę zaledwie 67 000 złotych dziennie za bezpośrednią komunikację pomiędzy Panem Bogiem ,a wojskiem .Za bezpośrednią komunikację trzech różnych wyznań z Panem Bogiem to nie jest wygórowana kwota .

Tak dla przykładu .Jeden z najwybitniejszych żołnierzy Wojska Polskiego ,generał Leszek Sławoj Głódź ,pseudonim „Flaszka” ,otrzymywał pensję w wysokości 10 000 złotych miesięcznie .Za wsparcie modlitewne naszego wojska .W momencie kiedy odszedł ze swojej generalskiej „służby” otrzymał roczną pensję wypłaconą z góry ,oraz 360% odprawy .Co dało mu zaledwie (jak na człowieka ,który powinien życ w ubóstwie) kwotę 150 000 złotych .Za wsparcie modlitewne naszego wojska .Niedoceniony generał nie dostał nawet żadnego orderu .Powinniśmy mu płacic więcej niż te marne 10 000 .Jestem pewien ,że pozostali „komandosi” w stopniach generalskich ,ci prawosławni i protestanccy również odwalali kawał porządnej roboty .I otrzymywali za to porównywalne pieniądze .Ale dzięki temu mamy lepsze kontakty z Panem Bogiem ,a nasze wojsko może nas lepiej obronić przed wrogiem .

Swoją drogą czy wiecie kto mianuje Ordynariusza Polowego w Wojsku Polskim ?Nie jest to nominacja Zwierzchnika Sił Zbrojnych .Otóż tym kimś jest papież .Tak ,tak .Głowa obcego państwa mianuje biskupa Wojska Polskiego .Tej samej głowie obcego państwa biskupi i kardynałowie polskiego Kościoła Katolickiego przysięgają wiernośc .No ale my nie o tym .

Szkolnictwo .Szerzenie mitologii religijnych w naszym kraju kosztuje podatnika około 1 500 000 000 złotych rocznie ,ponad 4 000 000 dziennie .Są to dane z Ministerstwa Edukacji .Dużo ?Nie sądzę .

Same tylko miasto Szczecin wydaje na naukę mitologii religijnej 9 000 000 złotych rocznie .Nie są to żadne wielkie pieniądze ,ponieważ daje to kwotę zaledwie około 25 000 złotych dziennie .Przeznaczonych na kształtowanie duszyczek naszych dzieci .Gdzie na lekcjach religii nasze dzieci uczą się ,że zgodnie z Biblią świat został stworzony przez Pana Boga kilka tysięcy lat temu .Potem udaja się na lekcje biologii ,historii ,fizyki gdzie są uczone kłamliwych teorii naukowych .Wobec tego 25 000 złotych na lekcje religii ,dziennie w Szczecinie nie jest kwotą wygórowaną za nauczanie naszych dzieci prawdy .

Ministerstwo Edukacji zatrudnia „tylko” 32 000 nauczycieli ,za których poza pensjami ,musi płacic ZUS oraz opłacić niezbędne „pomoce naukowe” do nauki mitologii katolickiej .

Państwo Polskie utrzymuje też uczelnie katolickie .W roku 2010 zostało na ten cel przekazanych 280 000 000 złotych .Na szerzenie zabobonów sprzecznych ze współczesną nauką i posiadaną wiedzą .280 000 000 podzielone przez 365 dni daje nam zaledwie 767 000 złotych dziennie ,co daje nam kwotę 32 000 złotych na godzinę !!!Za szerzenie „prawdy” o Panu Bogu .I za szerzenie wiedzy ,że za porządek w kosmosie odpowiedzialne są anioły z trzeciego chóru anielskiego ,tak zwane „anioły kosmosu” .Te marne pieniądze za tak niesamowitą wiedzę …Przyznacie ,że to nie dużo .

Sama tylko Papieska Akademia Teologiczna w 2008 roku dostała 60 000 000 złotych ,co daje dziennie 165 000 złotych ,co daje prawie 7 000 złotych na godzinę .Pieniądze te ,prawdopodobnie ,zostały wydane na badania naukowe .Na przykład na to ile razy św. Faustyna za życia była w Niebie ,ile razy w Piekle ,a ile razy w Czyścu .Oraz ile razy za życia rozmawiała z Jezusem Chrystusem .

Swoją drogą to w 2008 roku w Ministerstwie Edukacji padł projekt ,na podstawie którego miano wydrukować podręczniki do nauki dla wszystkich niewidzących dzieci w Polsce .Koszt tego projektu wynosił 1 500 000 złotych .10-dniowy budżet Papieskiej Akademii Teologicznej ,gdzie są prowadzone niezwykle istotne naukowe badania .W zamian za podręczniki dla wszystkich niewidzących dzieci w Polsce .Niestety pieniądze na podręczniki były nie do zdobycia .

Same tylko stypendia dla przyszłych Harrych Potterów polskiego Kościoła Katolickiego wynoszą 5 000 000 złotych rocznie ,co daje kwotę około 140 000 złotych dziennie przeznaczonych na edukację księży ,którzy będą zamieniali w przyszłości wino w krew ,a ciasto w ciało Chrystusa .Chociaż wszyscy doskonale wiemy ,że nie są w stanie zamienic nawet Pepsi w Coca Colę .A co dopiero mówic o zamianie wina w krew ,czy ciastka w ciało Chrystusa .

Państwo Polskie utrzymuje katolickie przedszkola ,katolickie szkoły podstawowe ,katolickie szkoły średnie .

Państwo Polskie utrzymuje katolickie szkoły zawodowe ,gdzie prawdopodobnie przyszły murarz ,poza nauką zawodu ,zdobywa również niesamowicie ważną wiedzę mówiącą ,na przykład o tym ,że Matka Boska została wzięta do Nieba w orszaku aniołów ,żywcem .

W ramach wydatków na inwestycje w zakresie kultury i dziedzictwa narodowego w 2008 roku przekazano na budowę Świątyni Opatrzności Bożej 30 000 000 złotych ,jest to zaledwie 82 000 złotych dziennie ,co daje jakieś 3 500 złotych na godzinę .Przez cały rok 2008 !!!

Państwo Polskie utrzymuje budżet kościelny ,którego wysokość w 2009 roku wyniosła zaledwie 95 000 000 złotych ,co daje dziennie 260 000 złotych ,co daje kwote około 10 000 złotych na godzinę !!!W znacznej mierze pieniądze te przeznaczone są na zapłacenie ZUS-u dla księży .Po prostu Państwo Polskie opłaca ZUS ludziom ,którzy rozmawiają ze swoimi aniołami stróżami oraz twierdzą ,że św. ojciec Pio potrafił przebywać w tym samym czasie w dwóch różnych miejscach .A szatan straszył wspomnianego ojca Pio strasznym czarnym psem .Dlatego właśnie Państwo Polskie płaci im ZUS .

Odliczenia podatkowe .

Odliczenia podatkowe na Kościół Katolicki w 2009 roku wyniosły 118 milionów złotych .Wcale nie jest to kwota wygórowana .Dziennie daje to jakieś 323 000 złotych .Co daje na godzinę około 13 500 tysiąca złotych odliczeń podatkowych na korzyśc kościoła .

Swego czasu mój znajomy chciał nabyc niewielki dworek ,który był w bardzo złym stanie .Cena była bardzo przystępna .Niestety ,ów dworek znajdował się w rejestrze zabytków .W momencie kiedy mój znajomy zapoznał się z obciążeniami finansowymi ciążącymi na nim jako na przyszłym właścicielu zrezygnował z kupna ,ponieważ nie byłby w stanie utrzymać i wyremontować tego dworku na poziomie jakiego życzył sobie konserwator zabytków .Natomiast ,jeżeli właścicielem zabytku jest kościół ,państwo remontuje takie zabytki .Jeżeli jest to osoba prywatna ,absolutnie nie .

Rzeczpospolita Polska jest państwem ,w którym w Konstytucji ,w najważniejszym dokumencie w naszym kraju ,któremu podlegają wszyscy obywatele ,zapisany jest rozdział państwa od kościoła .Rozdział państwa od religii .Wierzenia są prywatną sprawą obywateli .Państwo nie powinno się do tego mieszac .Państwo nie powinno tego utrzymywać .Nie jest sprawą państwa w co wierzy obywatel .Czy wierzy w święte krowy ,czy w dziewice czekające na niego po śmierci w niebie ,czy w facetów chodzących po wodzie .Nie ma to żadnego znaczenia czy modlisz się do świętych żółwi ,do świętych obrazów czy całujesz zakrwawione bandaże świętego ojca Pio .Nie ma to żadnego znaczenia z punktu widzenia prawa .

Próbowałem od dłuższego czasu znaleźć informację ile Państwo Polskie wydaje na cele mitologiczne ,na cele mitologii religijnych .Niestety takie oficjalne dane nie istnieją .Po prostu nasze państwo nie wie ile wydaje na mitologie religijne ,nie ma zielonego pojęcia .Można jedynie znaleźć dane szczątkowe w niektórych ministerstwach takich jak Ministerstwo Edukacji ,Ministerstwo Obrony Narodowej czy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych .Natomiast Ministerstwo Finansów ,odpowiedzialne za budżet w naszym kraju nie ma w ogóle pojęcia ile wydaje na mitologię .

W ostatnich latach kilku dziennikarzy ,kilka organizacji zwróciło się bezpośrednio do hierarchów Kościoła Katolickiego w Polsce z pytaniem „Jakie kwoty otrzymuje Kościół Katolicki z budżetu państwa?” .Za każdym razem padała ta sama odpowiedź „Kościół Katolicki nie prowadzi takich statystyk” .Zazdroszczę Kościołowi Katolickiemu samopoczucia .

W związku z tym ,że nie istnieją oficjalne dane ,istnieją dane nieoficjalne .Można znaleźć w internecie dane szacunkowe ,opracowane przez dziennikarzy czy ekonomistów .Dane te są bardzo rozbieżne .Kwoty ,które można znaleźć to od około 3,5 do 10 MILIARDÓW złotych rocznie .Najczęściej pojawiającą się kwotą jest 5 000 000 000 złotych rocznie !!!Daje nam to kwotę 13 000 000 złotych dziennie .Jest to 570 000 złotych na godzinę .Co daje nam zaledwie 9 500 złotych na jedną minutę .

Zastanów się nad tym drogi czytelniku i prześlij tego maila do znajomych ze skrzynki adresowej .Byłoby to naprawdę miłe z Twojej strony .Pozdrawiam .

Tomasz Ruszczyk .



_________________
Gdzieś między hutą, a kajakiem..
   
 
 Temat postu:
PostWysłany: Sob Mar 05, 2011 6:39 pm 
Zaawansowany użytkownik

Rejestracja: Pon Lis 10, 2008 4:35 pm
Posty: 155
Jeżeli byłoby prawdą, że stawianie pomników i świątyń oraz nazywanie imionami świętych ulic, placów i miast zapewni opiekę bożą, to żaden kataklizm nie mógłby się wydarzyć w tych miejscach.
A jednak się wydarzył, jakby na przekór oczekiwaniom tych, co na cuda liczyli.
KOŚCIÓŁ CHRYSTUSA LEGŁ W GRUZACH

Trzęsienie ziemi ponownie zniszczyło nowozelandzkie miasto, o nie przypadkowej nazwie – Christchurch, grzebiąc pod gruzami kolejne setki śmiertelnych ofiar. Przez kilkanaście lat religijnej edukacji wpajano mi dogmat dobrego Boga, stworzyciela Nieba i Ziemi, miłującego swoje najdoskonalsze dzieło, czyli człowieka, zwłaszcza w niego wierzącego i oddajacego pod jego opiekę swoje życie. Ile razy tych właśnie ludzi spotyka nagłe, tragiczne nieszczęście, uważnie wsłuchuję się w głos kościoła katolickiego.

Zawsze wtedy słyszę propagandowe komunałki o wielkiej miłości Boga, jego niczym nieograniczonej sprawiedliwości i całkowitej nieomylności, niestety jednak zupełnie niepojmowalnej umysłem człowieka. I to ma mi pomóc zrozumieć, oraz pogodzić się ze śmiercią w rozbitym autokarze niewinnych dzieci jadących za ostatnie pieniądze rodziców na pielgrzymkę do Meczugorie, rozjechanych przez pijanego kierowcę w pielgrzymce do Częstochowy, czy pielgrzymów spalonych żywcem w autokarze pod Grenoble, po nawiedzeniu przez nich najświętszych miejsc katolików – Fatimy i Lourdes ?

Podobnie jest teraz z zamienionym w gruzy miastem – hołdem dla Boga – Christchurch. Ktoś powie, że jestem naiwny, a może i nie zrównoważony psychicznie, oczekując w zamian za ”odpowiednie” nazwanie miasta, jego szczególnego ziemskiego powodzenia. Ja absolutnie nie, ale ci którzy taką nazwę mu nadali, na pewno tak. Po coś to przecież świadomie i celowo zrobili. Ktoś w koloratce, tak pojmowanej wiary i zawierzenia Bogu kiedyś ich nauczył. Być może ojcowie miasta chcieli zrobić wyłącznie dobry interes z Panem Bogiem. Wznieśli miasto na chwałę jego kościoła, w zamian oczekując ochrony i wzmocnienia boską potęgą. Ktoś im w tym pomyśle serdecznie po katolicku błogosławił i wspierał niemałe przecież wysiłki. Czyż nie takiej właśnie postawy oczekują od nas katourzędnicy rozdając za tego typu świetne pomysły święte obrazki i różańce, wprost kąpiąc nas w święconej wodzie ?

Jeśli ja jestem naiwny, to czy aby nie w tym samym duchu i celu co kiedyś Christchurch, dzisiaj za setki milionów dolarów stawiana jest w Warszawie Świątynia Opatrzności Bożej, Bazylika w Licheniu i największy w świecie Chrystus w Świebodzinie ? Czyż nie w nadziei na szczególną pomyślność, ekstraordynaryjną łaskę i opiekę bożą ? Czy nie w tym samym celu kardynał Dziwisz przekazał Robertowi Kubicy kroplę z krwi pobranej kiedyś do badania w szpitalu Gemelli JPII i zaprosił go na ”pool position” w czasie jego beatyfikacji w Rzymie 1 maja ? Na szczęście już po katastrofie, bo znowu jakiś [...] jak ja miałby głupie pytania do wawelskiego grabarza o skuteczność podarunku.

Czy nie w identycznym, błogosławionym przez Boga celu, rozwożone są obecnie po Polsce podzielone na kawałeczki kości błogosławionego Jerzego Popiełuszki ? Co mają przynieść nowo erygowanym pod jego wezwaniem parafiom – łaskę i pomyślność, czy śmierć, zarazę i trzęsienie ziemi ? Nie inaczej jest z kilkutygodniowymi nawet pielgrzymkami wymagającymi nie tylko szczególnej wiary uczestników, ale także ich ogromnego fizycznego wysiłku, składanego oczywiście w wiernopoddańczym, pokornym hołdzie Panu Bogu. Przecież ci ludzie nie idą/jadą w pielgrzymkach po śmierć, kalectwo i cierpienie na resztę życia, tylko po szczególne boskie dobrodziejstwa w ich ziemskim życiu – zdrowie, miłość, powodzenie, a nawet pieniądze.

Kościół katolicki nawet nie proszony, zabiera głos w każdej sprawie, także całkowicie laickiej, całkowicie mu zabronionej w myśl watykańskiej doktryny (jak chociażby polityka – bardzo śmieszne w naszym kraju – prawda ?). W tej jednej jest tylko bardzo lakoniczny – odpowiedzialności Boga za nieszczęścia i ziemskie zło. Szczęście, powodzenie, wygrane, awans, promocja dziecka, zdany egzamin, zapłodnienie – wiadomo – to wyłącznie zasługa Pana Boga i mszę dziękczynną trzeba natychmiast za to co najmniej po trzykroć odprawić i głośno tacą potrząsnąć pod samym nosem szczęśliwca. Gorzej z nieszczęściem, obozami koncentracyjnymi, zarazami i katastrofami smoleńskimi – to już wyłącznie – ludzie, którym Bóg pozostawił wolną wolę i prawo mylenia się, a więc również czynienia zła sobie i bliźnim.

Więcej u źródła -


   
 
 Temat postu: ateizm
PostWysłany: Nie Mar 06, 2011 2:55 pm 
Zaawansowany użytkownik
Awatar użytkownika

Rejestracja: Czw Lut 22, 2007 11:49 am
Posty: 437
Miejscowość: localhost
http://www.zbawienie.com/ateizm.htm



_________________
Demokracja: mówisz co chcesz, robisz co Ci każą." l "Sprawiedliwie nie znaczy po równo.
Τι ακριβώς είναι η δημοκρατία
   
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
 Strona 28 z 29 [ 425 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1 ... 25, 26, 27, 28, 29  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  

cron